Milena Lange: jestem italianistką, zbieraczką ciekawostek, wiadomości które można wykorzystać jedynie w teleturniejach, albo zabłysnąć nimi w trakcie towarzyskich spotkań. W podróżach najważniejsze są dla mnie rozmowy z ludźmi. Jeśli udaję się na wystawy, to by kontemplować wybrane dzieła. Z Włochami dzielę miłość do kuchni. Próbuję wykradać im przepisy na dania z dziko rosnącymi roślinami oraz podglądać jak wykorzystują w kuchni znane i u nas składniki. Uwielbiam niespieszne spacery i kąpiele w basenach termalnych, ale także górskie oraz rowerowe wycieczki. Tak samo jak wrażenia wzrokowe ważne są dla mnie zapachy i dźwięki. W trakcie podróży przedkładam otwartość na to co przyniesie dzień nad realizowanie z góry określonego planu.
Ukończyłam studia na Uniwersytecie Łódzkim (Filologia włoska 2011-2016; Finanse i Bankowość 1994-1999), uzyskałam tytuł doktora nauk ekonomicznych (2003, zajmowałam się problemami z zakresu demografii). Mam za sobą także piękną przygodę w postaci studiów podyplomowych na łódzkiej ASP (Food design, 2017). Jestem Łodzianką. Od dwóch dekad mieszkam na wsi pod Zelowem.
Wywiad samej ze sobą:
– Dlaczego Włochy?
– Bo to miejsce, do którego chcę wracać. Ciągle mi ich mało.
– Co Cię ciągnie do Włoch?
– Na początku były to góry. Jadąc pierwszy raz w Dolomity, nie sądziłam że „męczące wakacje” będą mi odpowiadać. Okazało się, że walka o oddech przy każdym kroku może – o dziwo – przynosić satysfakcję. A i tempo, i oddech dają się wyregulować, gdy w trakcie mozolnej wspinaczki można pogadać.
– Włochy były na Twojej liście marzeń do spełnienia?
– Nawet jeśli tak, to gdzieś na odległej pozycji. Do Włoch jeździli „wszyscy”, a mnie zależało na odkrywaniu nowych „nieznanych lądów”. Dzisiaj pewnie nie pojechałabym do Wietnamu, Tajlandii czy Tybetu, bo kierunki te stały się modne.
– Elitarność?
– Może i tak, ale nie do końca. Dzisiaj nie czuję za grosz potrzeby imponowania komukolwiek czymkolwiek. Chciałam, i nadal chcę, żeby moje przeżycia były moje, a nie by była to kopia cudzych doświadczeń. Z tego wyrósł pomysł na książkę, którą dzisiaj mogą poznać moi Czytelnicy.
– Czy Włochy były miłością od pierwszego wejrzenia?
– Śmiało mogę powiedzieć, że tak. Pamiętam, kiedy autobus zatrzymał się na parkingu, z którego można było zobaczyć różowiące się w promieniach wschodzącego słońca Dolomity. Rosengarden. To uczucie ciągle we mnie trwa. Ale była i miłość od drugiego wejrzenia, a właściwie zasłuchania. Sylwester Legut, pilot tamtej wycieczki, któremu zawdzięczam w jakieś części miłość do „włoszczyzny”, puszczał piosenki Michele Zarilla z albumu L’alfabeto degli amanti. Początkowo mnie drażniły, ale po powrocie z wakacji słuchałam ich na okrągło.
– Kiedy zaczęłaś się uczyć włoskiego?
– Zaraz po tamtych pierwszych wakacjach. Zanim nadeszła jesień, pojechaliśmy w Dolomity po raz drugi, a potem jeszcze wybrałam się na tygodniową wycieczkę po Sycylii.
–Skończyłaś italianistykę. Chciałaś tłumaczyć? Uczyć?
– Chciałam lepiej poznać język i potrzebowałam wyzwań. Po dwóch latach kursu rozpadła się moja grupa, co w przypadku włoskiego jest standardem. Zaczęłam brać prywatne lekcje „u Włocha”, ale to wystarczało do wygadania się, nie widziałam natomiast postępów. Wtedy otworzono dzienne studia na Uniwersytecie Łódzkim, więc postanowiłam spróbować.
– Ale przecież pracowałaś?
– Tak. Byłam adiunktem na tej samej uczelni, choć na innym wydziale. Jakoś udawało mi się prowadzić „podwójne” życie. Po każdym semestrze mówiłam sobie, że jeszcze tylko jeden, i tak dobrnęłam do magisterki. Z rozpędu prawie zaczęłam doktorat.
– Wróciłaś do pracy na uniwersytecie?
– Tak. Na chwilę. Wiedząc, że to projekt, który ma swój początek i koniec. Ponadto była to praca moich marzeń. Wraz z innymi pracownikami italianistyki tworzyłam materiały dydaktyczne dla uczniów szkół podstawowych i średnich, którzy uczą się włoskiego. Można je bezpłatnie pobrać ze strony www.zpe.gov.pl
– Skąd pomysł na książkę?
– Po części z braku czasu na te ciekawostki w trakcie zajęć. Jest tyle interesujących rzeczy, o których chciałabym opowiedzieć, ale na lekcjach to nie ja mam się produkować. Jest też drugi aspekt. Pisząc, mam możliwość wycinania zbędnych dygresji.
– Uczysz włoskiego?
– Tak, to moja pasja, ale też okazja, by cały czas mieć kontakt z językiem. No i możliwość „sprzedawania” ciekawostek. Stój, wróć – poszerzania wiedzy o kraju i jego kulturze.
– Można się u Ciebie uczyć włoskiego?
– Jeśli ktoś przekona mnie, że Włochy to dla niego cały świat oraz że nauka będzie dla niego przygodą, może znajdę czas w moim kalendarzu. Zainteresowani mogą odezwać się do mnie: poczta(at)neurokreacje.pl. Mogę także pomóc zaplanować wakacje uszyte według indywidualnych potrzeb.
– Jak dobrze znasz Włochy?
– Pewnie lepiej niż większość Włochów. I to nie kwestia mojego braku skromności. Tak faktycznie jest. Wciąż poszukuję, mając świadomość, że nigdy nie poznam tego kraju wystarczająco dobrze. Podobnie jak nie znam Polski w każdym jej wymiarze.
– Jak to?
– Znajomość kraju to nie kwestia odwiedzenia największych miast czy poznania głównych atrakcji. Składa się na nią wiedza o obyczajach, historii, kulturze masowej, znajomość języka i literatury.
– Zjeździłaś Półwysep wzdłuż i wszerz?
– Postawiłam nogę w większości regionów. Jedne miejsca znam lepiej, inne słabiej. Do pełnej listy regionów brakuje mi Molise, Kampanii i Bazylikaty. I na nie przyjdzie czas. Teraz liczy się dla mnie nie ilość, ale jakość.
– Wcześniej było inaczej?
– Zdecydowanie. Chodziło o to, by zobaczyć jak najwięcej. Brakowało mi miejsca, przestrzeni, a czasem i pieniędzy na eksplorację, a także na oddech. Przez pewien czas barierą była niedostateczna znajomość języka.
– Da się podróżować po Włoszech, nie znając języka?
– Tak robią miliony turystów. Uważam, że wiele ich omija, ale tę lukę da się wypełnić, chociażby oglądając filmy czy czytając książki takie jak ta.
– Czy będą kolejne tomy?
– Na pewno powstaną. To, czy znajdą się w księgarniach, zależeć będzie jednak od powodzenia sprzedaży tego tomu. Mogę zdradzić, że dwie następne części już czekają w kolejce. Czytelnicy, którzy chcą zadecydować, nad czym powinnam pracować, niech wybiorą interesujący ich region i napiszą do mnie. Dla zainteresowanych przewiduję nagrody – zajrzenie za kulisy mojego warsztatu, a może i nieco więcej.
– Jaki jest Twój ulubiony region?
– Odpowiem na to pytanie w ostatnim tomie.